Ardbeg An Oa – Easy Mode Whisky – Degustacja #38

Na rynku pojawił się kolejny Ardbeg. Tym razem pod nazwą “An Oa“, która ma nawiązywać do Mull of Oa – przylądek Oa stanowi barierę dla szorstkiego wpływu Atlantyku na klimat wyspy Islay i chroni samą destylarnię położoną na wybrzeżu. Otrzymujemy produkt mający wbić się klinem pomiędzy Ardbeg 10 Y.O., a Ardbeg Uigeadail i Corryvreckan. Po co? Prawdopodobnie chodzi o wymagania rynku. Do tej pory nazwa destylarni sugerowała ciężki, torfowy i ziemisty smak, co mogło odstraszać delikatne podniebienia. Producenci nie są w ciemię bici i szybko reagują na potrzeby konsumentów. Laphroaig 10 Y.O. zbyt medyczny? Bardzo proszę – Laphroaig Select. Talisker 10 Y.O. zbyt ostry i dymny? Bardzo proszę – Talisker Skye. Dochodzi tu też temat NAS (No Age Statement), ale nie będę go dziś kontynuował. Trudno, jest jak jest. 

Przeczytaj też:  Ardbeg Corryvreckan – Szkocki wir bagienny – Degustacja #5

Przeczytaj też:  Ardbeg 10 Y.O. – Bagienny demon z Islay – Degustacja #4

Wydaje mi się, że analogicznie powstał nasz dzisiejszy gość – An Oa. Do jego produkcji użyto między innymi destylatu maturowanego w beczkach po sherry PX i beczek virgin oak. Dzięki temu alkohol uzyskał nowe walory, które faktycznie mogą trafić do szerszego grona, szczególnie, że cena z jednej strony sugeruje whisky z górnej półki – 230 zł, z drugiej – trochę jeszcze brakuje do psychologicznej bariery 300 zł. Biorąc pod uwagę, że wersję 10-letnią dostaniemy za ok. 170 zł, na pewno znajdą się chętni na zakup nowości. Ciekawe, jak to będzie wyglądało, gdy nowa nazwa spowszednieje? Czas pokaże.

W tym tygodniu w Domu Whisky i sklepie SingleMalt.pl wprowadzono do asortymentu tę nową, zieloną butelkę. Od razu poszło zamówienie, bo wiemy, że tak, jak i nas,  zżera Was ciekawość. Kurier przyjechał, butelka praktycznie sama wyskoczyła z pudła, a kieliszek mienił się w świetle zachodzącego słońca. Nie pozostało nic innego, jak wziąć się do roboty.

Oko:
Kolor słomkowy, bez domieszek koloryzacyjnych.

Nos:
Od razu czuć, że to stary, dobry Ardbeg, ale… Choć uderza słodycz sherry, wodorostów, cytryny, wanilii, wilgotnej kory i ciasta drożdżowego, a wszystko okraszone jest odrobiną soli i białego pieprzu, cały bukiet wydaje się być stonowany i bardzo delikatny. Może to kwestia przyzwyczajenia, ale brakuje mi odrobiny pazura.
Sprawdziłem też opróżniony kieliszek następnego dnia i o dziwo niewiele zostało z aromatu Ardbega. Szok.

Smak:
Tak, jak sugerował zapach, jest słodko, wręcz deserowo. Alkohol bardzo łatwo pijalny. Gładko przepływa przez język i znika bez trudu. Ponownie sporo wanilii, pieczonego jabłka, maliny, białe wino, skoszona trawa, wygasłe ognisko i cytrusy. Cały język pobudzony jest walorami smakowymi, ale pozostaje niedosyt. Jest bardzo jednowymiarowo. Smak szybko zanika i chętnie się sięga po kieliszek.

Warto też wspomnieć, że choć kompozycja nie powala wielowymiarowością, to jest doskonale wykonana. Brak tu fuzli, goryczki, czy odoru kiepskiego alkoholu. 

Finisz:
Średni i słodki. 

Podsumowanie:

Ardbeg An Oa bardzo przypomina mi Laphroaig Select. To whisky bardziej do picia, niż poważnej degustacji. Pije się ją po prostu dobrze. Jest smacznie i łagodnie, ale miałem nadzieję na więcej. Wydaje mi się, że przy odpowiednim marketingu (Ardbeg jest dobry w te klocki), An Oa znajdzie wielu fanów. Dzięki temu zielona butelka przestanie odstraszać mniej doświadczonych konsumentów i kasa popłynie w kierunku Islay.

Żeby porządnie podsumować degustację staram się spojrzeć na Ardbega bezstronnie. To dobry produkt. Brak filtracji na zimno, moc 46%, brak kolorków i smak Islay. Czego chcieć więcej? Na pewno znajdzie swoje miejsce na sklepowych półkach i pierwsze butelki szybko powędrują do nowych właścicieli.
Osobiście jednak nie widzę powodu do otwarcia drugiej butelki w najbliższym czasie. Chcę więcej !!! Gdzie głębia? Gdzie jakieś wyzwanie? Tego mi tu zabrakło. Wyobrażam sobie, że jest to butelka, która pojawi się na świątecznym stole i każdy zebrany po nią sięgnie, racząc się jednocześnie domowymi wypiekami. Trochę nie mój klimat i zawsze prędzej sięgnę po Corryvreckana.

Autor:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik-Kucharuk

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *