Connemara Peated Irish Single Malt Whiskey – Święty Patryku Twoje zdrowie – Degustacja #33

Connemara
Peated Irish Single Malt Whiskey
(czyt. konemara)

Lubisz torf, ale Islay Ci nie leży? To bluźniercza myśl i nie pochwalamy tego typu dewiacji, jednak jesteśmy tolerancyjni i mamy nadzieję, że kiedyś się nawrócisz. Jeśli nie Islay, to co? Trochę tego jest. Naszym pierwszym strzałem byłaby Jura, Talisker i inne wyspiarskie smakołyki, ale ostatnio trafiłem na ciekawostkę godną wspomnienia i to, o Connemarze dziś będzie mowa. Connemera Peated Irish Single Malt Whiskey to produkt destylarni Cooley położonej w Irlandii. Tak, Irlandia także coś wnosi do świata whisky. Jeszcze przed czasami prohibicji w Ameryce, ich produkcja przerastała sąsiadów, ale zmiany podatkowe i polityka celna spowodowała, że gdy Szkoci bogacili się na przemycie alkoholu do Nowego Świata, Irlandczycy utracili rynki zbytu i destylarnie padały jedna po drugiej. Obecnie Irlandia pokazuje, że potrafi zrobić porządny alkohol, który ze względu na tradycyjną trzykrotną destylację jest lekki i delikatny.

Trzykrotna destylacja odróżnia szkocką whisky od irlandzkiej whiskey, jednak w tym przypadku Destylarnia Cooley przewrotnie przedestylowała alkohol tylko dwa razy, zachowując miano whiskey. Początkowo destylarnia nie planowała produkować whiskey torfowej. Podobno przypadek sprawił, że akurat w latach osiemdziesiątych pod ręką pojawił się torf i nim właśnie zaczęto suszyć jęczmień. W chwili obecnej jest to praktycznie jedyny tego typu produkt w Irlandii, co zainteresowało nas jeszcze bardziej. Obecnie destylarnia sprowadza torf ze Szkocji, ugruntowując pozycję wyjątkowego w skali kraju produktu i według wielu źródeł udało im się przekonać do siebie nawet fanów whisky z Islay. Liczne złote medale, jak i tytuł „Worlds Best Irish Single Malt” zdobyte w ostatnich latach przyciągają ciekawskich, przy naszej cichej aprobacie.

Oko:
Nie ukrywam, że opakowanie mnie przyciągnęło. Masywna zielona butelka wyróżnia się na sklepowej półce. W kieliszku alkohol ma barwę złota. Nie dostrzeżemy tu wpływu beczek po sherry, gdyż destylat przechowywany jest wyłącznie w beczkach po bourbonie.

Zapach:
Tu się wszystko zaczyna. Niezwykle delikatna whisky. Nie drażni, a przyciąga. Wyczuwalny zapach torfu i dymu jest subtelny i raczej tworzy ramę dla reszty aromatów. Następnie przenosimy się na świeżo skoszoną łąkę. Wyraźne akcenty trawy, słomy i kwiatów, łączą się ze słodyczą lipowego miodu i zielonych jabłek.

Smak:
W smaku nadal dominuje delikatność. Z jednej strony jest on spójny z zapachem, ale za każdym razem, gdy brałem łyk, brakowało mi jakieś wyraźnego akcentu. Pierwsze, co mi przyszło do głowy to Ballantine’s na łące. Sporo się dzieje na początku i środku języka, ale po bokach przepływa spokojnie i wręcz nudnawo. Może to być sprawka butelkowania z zaledwie 40% mocą. Destylarnia oferuje wersje cask strenght, które powinny wypełnić tę lukę. Może taki właśnie był zamiar producentów, dzięki czemu whisky trafi w gust większej ilości podniebień. Czujemy dużo owoców – gruszki, jabłka, lekki dymek, słodycz i suszone morele.

Finisz:
Krótki i bardzo łagodny. Jest to whisky deserowa, choć nie tak słodka jak niektóre kuzynki ze Speyside.

Podsumowanie:
Connamarę pije się łatwo. Zdecydowanie powinna przypaść do gustu osobom początkującym. Dzieje się tam na tyle dużo, aby zadowolić mniej wymagających, a jej cena (około 140zł), powinna  stanowić dodatkowy atut. Bardzo też przypadły nam do gustu trawiaste aromaty. Nie jesteśmy natomiast fanami whisky NAS (no age statement), czy filtrowania na zimno. Producent nie wspomina też nic o braku dodawania karmelu w celu podrasowania koloru, więc podchodzimy do tego sceptycznie. Niektóre kubki smakowe spały pod koniec degustacji i należało je szybko rozbudzić kieliszeczkiem Ardbega.

Autor:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik-Kucharuk
 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *