Bowmore 26 Y.O. Murray McDavid – Islay jak marzenie – Degustacja #31

Mimo, że tony tegorocznego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy powoli przygasają, to jej długofalowe konsekwencje pozostaną z nami na długo. Kolejny raz pobito rekord w zbiórkach, a zmiana patrona medialnego tylko wzmocniła ten trend. Szach Malt także wspierał Orkiestrę i miło nam zauważyć, że podobnych akcji z roku na rok jest coraz więcej. Jedną z nich był konkurs organizowany przez Murray McDavid Polska, polegający na przekazaniu butelki Laphroaig 2001 14yo z linii Murray McDavid Benchmark osobie, która po udokumentowaniu wpłaty na WOŚP, odpowiednio przekona jury, że to właśnie ona powinna stać się posiadaczem owego skarbu. Z tego, co nam wiadomo, liczba zgłoszeń przerosła oczekiwania organizatorów. Brawo i oby tak dalej. Wiara w ludzi odzyskana.

Przy okazji konkursu firma Murray McDavid obdarowała także Szach Malt i kilku innych blogerów za pomoc w promocji wyżej opisanej akcji. Otrzymaliśmy sample 11-letniej, tajemniczej Diun Laoch o mocy 46% i 26-letniego Bowmore o mocy 50,4%. Oba nie filtrowane na zimno, oba bez dodatków koloryzujących, czyli to, co lubimy najbardziej. Dziś postanowiłem pochylić się nad whisky z Islay. Recenzowane przez nas wersje Bowmore Legend i 12-letni Bowmore nie zrobiły wielkiego wrażenia. Z drugiej strony np. seria Devils Cask, to jakość sama w sobie, więc byłem niezwykle ciekawy tej 26-latki. Była to też pierwsza whisky od Murray McDavid, jaką próbowałem więc wkroczyłem na niezbadany teren.

Zobacz także: Degustacja Bomore Legend

Zobacz także: Degustacja Bowmore 12 Y.O.

Murray McDavid, to tzw. independent bottler – firma skupująca produkt końcowy z różnych destylarni lub zamawiająca whisky według konkretnych specyfikacji u producenta. Dzięki temu może oferować szeroką paletę smaków i aromatów, dbać o ich jakość, wybierać beczki używane do maturacji, ustalać stężenie procentowe, a także konkretny profil whisky ze swojego portfolio. Wszystko to sprawia, że otrzymujemy whisky na najwyższym poziomie w cenie często dużo niższej, niż gdyby dana destylarnia oficjalnie wydawałaby ją pod swoją marką. Powstała w 1996 roku założona przez Marka Reyniera, Simona Coughlina i Gordona Wrighta. Obecnie jest częścią Aceo Limited.
Sercem firmy jest destylarnia Coleburn z regionu Speyside. To tu między innymi możemy wziąć udział w degustacjach i spotkaniach przy produktach Murray McDavid.

Wracając jednak do rzeczy… W destylarni Bowmore (Cask #3, 298 butelek) byliśmy podczas naszej wycieczki na Islay w 2016 roku. Mieliśmy okazję popróbować kilku wypustów destylarni i porozmawiać z pracownikami, jednak charakterystyczny dymno-drożdżowy profil alkoholu nie miał szans w starciu z Ardbegiem, czy Caol Ila. Wiem, że Bowmore ma wielu fanów gotowych stanąć do boju w obronie ukochanych smaków, jednak zazwyczaj mowa jest wtedy o limitowanych lub wiekowych wypustach. Istotnie jakość produktu jest wtedy znakomita, ale cena także potrafi zbić z nóg. Otrzymana przez na whisky wyceniana jest obecnie na ok. 1800 zł za 0,7l, co może być przykładem powyższego.

Oko:
Kolor bursztynowy. Brak dodatków karmelu.

Nos:
Zapach głęboki, ostry i bardzo dębowy. Czuć torf, wodę mineralną, sól morską, igliwie, mentol i słodycz suszonych owoców zatopionych w syropie cukrowym. Nie jest typowa dymna bomba i zdecydowanie aromat drożdży goszczący w młodszych wersjach ku mojej uciesze zaniknął. Z drugiej strony jest tu wiele pokładów aromatów, które kropla wody skutecznie uwalnia. Mam wrażenie, jakbym znalazł się w jakimś leśnym uzdrowisku, gdzie po jednej stronie mamy las iglasty, a po drugiej termy. Po dodaniu wody uwydatniają się aromaty tropikalne: ananas, mango i świątecznego suszu, a wszystko to owinięte w garbowaną skórę. Nie jest to z pewnością whisky deserowa.

Smak:
50.4% ABV ścina język bardziej niż się spodziewałem. Od razu atakuje winność, wytrawność i moc alkoholu. Po chwili pojawia się słodycz suszonych śliwek, gryczany miód i gorzkie migdały. Mnogość smaków powala. To niezwykle bogata i wielowymiarowa whisky. Zdecydowanie polecam zarówno cierpliwość w jej degustacji, jak i może odrobinkę wody. Bez dwóch zdań czuć korzenie Bowmore, ALE JEST TAM COŚ JESZCZE. Czy wspomniałem, że do jej produkcji początkowo używane były beczki po bourbonie, a następnie finiszowana była w beczkach po Chateau Latour? Wpływ nasączonej winem beczki jest niesamowity. Dodaje charakteru i głębi. Wpływa też pewnie na jej końcową cenę.

Finisz:
Długi, bogaty lekko mineralny i winny. Czuć torf, ale to przegryziony dymek, który bardziej stanowi ramę dla całości, niż jest jej pierwszym planem.

Podsumowanie:
Bowmore 26 Y.O. od Murray McDavid to niesamowita whisky. Łączy wiele aspektów tego trunku, budując skomplikowaną piramidę smaków i aromatów. Jednocześnie robi to w taki sposób, że nawet laik doceni te zabiegi, a dla zaawansowanego degustatora będzie stanowiła nie lada gratkę. Jestem bardzo zadowolony z degustacji. W kieliszku czuć jakość, charakter destylarni i przemyślana koncepcję twórców. Niestety cena idzie w parze z jakością. Zdecydowanie uważam, że za dobrobyt należy płacić i wycena “przyjemności” dla każdego będzie miała inną liczbę. Ja pewnie chwilowo nie sięgnę po ten egzemplarz, ale zdecydowanie jestem ciekaw innych produktów od Murray McDavid. W szerokiej gamie propozycji znajdziecie wiele innych ciekawostek w bardziej przystępnych cenach. Z tego, co widziałem można je obecnie dostać w Domu Whisky i w sklepie Best Whisky Market. Z mojej strony gorąco polecam, a sam Bowmore zostanie w mojej pamięci na długo.

Autor:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik-Kucharuk

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *