Ballantines 17 Y.O. – Jak raz spróbujesz, to… może nigdy już nie będziesz chciał – Degustacja #27

Ballantine’s 17 Y.O. pierwszy raz wpadł w moje ręce jakieś 2 lata temu, kiedy to przy okazji zakupu wersji 12-letniej dostałem 50 ml sampla. Prowadziłem wtedy zeszyt na notatki degustacyjne, więc gdy dziś ponownie usiadłem do “prawie-legalnej” Ballantyny, zerknąłem, co wtedy się w nim znalazło. Pamiętałem jedynie, że było dużo porównań do trawy, siana i warzyw. 17-stka wydała mi się “ciekawa”, ale nie planowałem szybko do niej wrócić. Uznałem wtedy, że moje podniebienie nie jest wystarczająco przygotowane, aby docenić taką perełkę. Zresztą sporo stron/książek/poradników opisuje ją dość pochlebnie. Ma być arcydziełem master blendingu. Sam Jim Murray umieścił ją na szczycie podium, jako World Whisky of the Year w 2011 roku, porównując ją do boskiego nektaru. Podobno w danym roku nie pił nic tak rozbudowanego: “One of the most beautiful, complex and stunningly structured whiskies ever created. To the extent that for the last year, I have simply been unable to find a better whisky anywhere in the world.” Jak pokazała obecna degustacja, nadal jestem ignorantem i choć nie mi spierać się z ekspertem, to… jednak to zrobię.  (Całość wypowiedzi J. Murray’a znajdziecie na stronie Whisky Inteligence).

Ballantine’s 17 Y.O. wprowadzono na rynek w 1937 roku. Zyskała miano “The Scotch” i ruszyła na podbój rynków Nowego Świata. W tamtych czasach była jedną z niewielu whisky dostępnych w wersji 17-letniej. Miała się wyróżniać na tle pozostałych produktów Ballantine’s i tak zostało do dziś. Zawiera ponad czterdzieści destylatów, jednak opiera się głównie na: Ardbeg, Balblair, Glenburgie, Glencadam, Miltonduff, Pulteney i Scapa.

Obecnie dostępna jest bez problemu w większości supermarketów. W Auchan przykładowo kosztuje 199 zł, ale da się też znaleźć butelkę za ok. 159 zł. W tej cenie otrzymujemy 17-letni szkocki blend, filtrowany na zimno, koloryzowany i podany z mocą 40% ABV. Wcześniejsze jego wersje butelkowane były z dodatkowymi 3 procentami. Zdecydowanie zawiera on DNA Ballantine’s, o którym rozmawiałem ostatnio z ambasadorem marki Ballantine’s – Gregorym Stirlingiem. Wywiad możesz znaleźć tutaj:

Gregory Striling – Ballantine’s Brand Ambassador – Wywiad #2 (ENG/PL) część 1/2

Jednak mimo wspólnego rdzenia, to zupełnie inna bajka, w porównaniu zarówno do starszych, jak i młodszych wersji. Gładkość alkoholu została przykryta przez sianokosy. Pamiętam, jak kilka lat temu mój tata skakał na spadochronie w tandemie. Obserwowaliśmy z dołu, jak zmęczone ciało poddane skrajnym emocjom z gracją wołu ląduje na polu. Niestety w ostatniej chwili nogi odmówiły posłuszeństwa i instruktor, z którym leciał, najadł się skoszonej przez niego trawy. Ja czułem się dokładnie jak ten instruktor, degustując Ballantine’s 17 Y.O.

Oko:
Opakowanie eleganckie, pasujące do linii wiekowych Ballantine’sów. Alkohol o kolorze słomkowo-złotym. Barwiony, ale z umiarkowaniem.

Nos:
Zapach rześki, słodki i przyjemny. Wyczuwalne: plaster miodu, świeżo skoszona trawa, odrobina jodyny, syrop na kaszel, warzywa korzeniowe, cynamon, bazylia, rodzynki i wanilia. Zdecydowanie mamy do czynienia z kilkoma wymiarami głębi, co w młodszych Ballantine’sach nie jest takie oczywiste.

Smak:
W ustach uderzenie sprzeczności. Na języku czuć odrobinę soli, która miesza się ze słodyczą wspomnianego wcześniej miodu i wytrawnością alkoholu. Trochę tak, jakbym posolił kiepskiej jakości półsłodkie wino, dodał do zupy o jedną kostkę rosołową za dużo albo pił srebrną tequilę liżąc wcześniej biały od soli nadgarstek. Do tego ta winność. Konsystencja syropu o intensywnym smaku. Nadal przywodzi mi na myśl trawę i zioła, ale zapach nie idzie w parze ze smakiem. Przyznam, że trochę mnie odrzuca, choć jednocześnie to fascynujące, że słodki i zazwyczaj płaski Ballantines’s, mógł stworzyć takiego dziwoląga. Warto dać mu kilka minut na oddech. Po jakimś czasie odrobinę się uspokaja. Kropelka wody także nie zaszkodzi.

Finisz:
Średni i mocno wytrawny.

Podsumowanie:
Z podsumowaniem mam problem. Ponowna degustacja Ballantines 17 Y.O. jest dla mnie ciekawym odkryciem. Fascynuje przedziwnym połączeniem smaków, ale jednocześnie odrzuca przed kolejnym sięgnięciem po kieliszek. Jeśli pooddycha sobie chwilę, aromaty łagodnieją, ale nadal zdecydowanie nie jest to mój bukiet.
Panie Murray, niestety, niżej podpisany zupełnie się z panem nie zgadza i zastanawia się poważnie, czy coś jest ze mną nie tak, czy z panem. Może coś pośrodku. W budżecie do 200 zł znalazłbym kilka innych whisky godnych degustacji, bardziej złożonych, wielowymiarowych i smaczniejszych (np. Clynelish 14 Y.O.), choć jednocześnie polecam każdemu degustację “przy okazji”. Może będzie możliwość podczas jakiegoś festiwalu, wypadu do baru, czy dzięki mniej udanemu świątecznemu prezentowi :-).
Są takie whisky, które może i nie do końca mi smakują, ale je szanuję. To jedna z nich. Obojętnie się obok niej nie przechodzi.

A jeśli spodobała Ci się recenzja, dzielisz nasza pasję, lub po prostu nie masz co zrobić z palcami, to każdy komentarz, czy “lajk” jest na wagę złota 🙂 Click IT !!!

Autor:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik-Kucharuk

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *