Diageo Distiller’s Edition vs Yamazaki – Whisky and Wine Place – Wydarzenia #8

Taki niby znawca, taki fan whisky, festiwale, degustacje, a Yamazaki nie pił! – tak sobie pomyślałem, widząc ogłoszenie o organizowanej przez Whisky and Wine Place degustacji – “Diageo Distiller’s Edition vs Yamazaki“. Nie było więc mowy, żeby nie pójść i tak, 4 listopada przy ul. Jana Kazimierza 30, zasiadłem z kieliszkiem w dłoni i chłonąłem wiedzę od dwóch prelegentów – Sebastiana Lepy z Diageo i Marcina Likowskiego z Whisky and Wine Place. Event nastawiony był na promocję wypustów Diageo spod znaku Distiller’s Edition, których ogólnie raczej nie jestem wielkim fanem (tzn. zawsze chętnie sięgnę, ale nie jest to mój pierwszy wybór, gdy kupuje whisky) i (od jakiegoś czasu bardzo popularnej) whisky z kraju kwitnącej wiśni – Yamazaki. Przed degustacją zastanawiałem się nad doborem rywali i nie bardzo mogłem znaleźć wspólny mianownik. Z takim też przekonaniem wyszedłem, choć każda z prezentowanych butelek zrobiła na mnie miłe wrażenie. Jak się okazało nie wszyscy byli tego samego zdania, ale o tym zaraz.

dsc_6676

Tego wieczora do walki stanęły Glenkinchie Distiller’s Edition 2014 Amontillado, Talisker Distiller’s Edition 2015 Amoroso, Caol Ila Distiller’s Edition 2014 Moscatel, Lagavulin Distiller’s Edition 2015 Pedro Ximenez i wspomniana już Yamazaki 12 Y.O. Każdy wypust miał kilka minut na przedstawienie się głosem specjalisty i zaprezentowanie swoich wad i zalet. Każdy kieliszek mógł być ponownie napełniony, na wypadek gdyby komuś uciekła jakaś składowa smaku czy aromatu w przypływie ekscytacji. W ciągu niespełna dwóch godzin poznaliśmy więc pięć mniej lub bardziej ciekawych wypustów, a następnie można było skorzystać z promocyjnych cen, aby nie wyjść z pustymi rękoma ze sklepu.

dsc_6690

Whisky and Wine Place reklamuje się jako największy specjalistyczny sklep z whisky (cygarami, winem, szampanami itd.) w Polsce. Można tam zarówno zdegustować alkohol, dowiedzieć więcej na jego temat, jak i zakupić upatrzoną butelkę, a wybór jest naprawdę duży. Sam sklep jest częścią projektu Pick and Taste, który zapoczątkowany został przez dwóch pasjonatów – Łukasza Sosińskiego i Piotra Kołodziejczaka, którzy początkowo tworząc wokół siebie społeczność zainteresowaną dobrami luksusowymi, w ciągu kilku lat stworzyli już dość rozpoznawalną markę obsługując największe korporacje w Polsce. Gdy zacząłem stawiać pierwsze kroki w świecie whisky, natknąłem się na wywiad z Łukaszem na YT i pamiętam, że zrobił na mnie spore wrażenie. Tym bardziej byłem ciekaw organizowanej degustacji.

Zainteresowanie było duże. Na degustacji pojawiło się kilkanaście osób, zachęconych poprzednio organizowanymi w lokalu imprezami. Koszt wstępu w wysokości 90 zł nie był wygórowany, a klimatyczne miejsce zapewniło dodatkowe atuty wizualne. Faktycznie czuć było, że jest to przyczółek pasji i profesjonalizmu.

dsc_6688
Na pierwszy ognień poszły produkty Diageo. Sebastian dwoił się i troił, aby opowiadając o degustowanych wypustach nie wspomnieć o jego ukochanym Lagavulinie 16 Y.O.. Nic w tym dziwnego, gdyż przy tej “podstawowej” edycji, wersje Distiller’s Edition bledną i szybko znikają z pamięci. Motywem przewodnim doboru butelek z Diageo miał być fakt zastosowania finiszowania whisky, dzięki któremu destylarnie mogą ukazać swoje produkty w innym świetle – czasem odrobinę złagodzić silny charakter single malt, innym razem wydobyć z niego coś więcej niż zazwyczaj oferuje. Biorąc pod uwagę głosy zebranych, zabieg ten okazał się nietrafiony. Ku mojemu zdziwieniu, większość degustujących opowiedziała się za silnymi aromatami torfu i nie w smak im było ukrywanie go pod płaszczykiem słodyczy, czy suszu. Lud chce torfu, dajcie mu torfu i koniec. Tak między innymi skwitowano Taliskera, który został “zabity” przez sherry amoroso. Zdecydowanie nie posunąłbym się tak daleko przy wydawaniu wyroku. Fani wersji dziesięcioletniej mogą nadal przecież po nią sięgnąć, a kombinowanie destylarni wynika raczej z próby dotarcia do niezdecydowanych frakcji fanów whiksy lub tych stojących po stronie smaków innych regionów Szkocji.

Czym jest finiszowanie? Jest to zabieg, który ma na celu wzbogacenie leżakującej już whisky w nowe wartości smakowe/zapachowe. Polega on na tym, że po upływie uprzedniej maturacji alkoholu, przelewa się go na jakiś czas do innych beczek (często bardziej aromatycznych niż poprzednio używana). Ostatnio bardzo popularne są beczki i pierwszego, i kolejnego napełnienia po sherry, porto, winach, piwie, czy rumie. Doskonałym przykładem są wypusty destylarni Glenmorangie. Edycja Glenmoarangie Original oferuje nam alkohol 10-letni, leżakujący w beczkach po bourbonie, ale już wersja Quinta Ruban, to ta sama dziesiątka poddana finiszowaniu w beczkach po porto, Lasanta to ponownie dziesiątka, ale finiszowana w beczce ex sherry, a Nectar D’Or po winie Sauternes.

picmonkey-collage1

Do rzeczy:

Glenkinchie Distiller’s Edition 2014 Amontillado
– moc 43%
– destylowana w 2000 roku, butelkowana w 2014
– finiszowana w beczkach po sherry Amontillado
– w nosie zielone jabłka, rodzynki, winogrona, kandyzowane wiśnie, dębina i odrobina mydlanych perfum
– w ustach kwaśna, rześka, świeża, wodnista, lekko wytrawna, słodycz kojarząca się z sianem albo skoszoną trawą.
– finisz krótki, średnio wytrawny

Talisker Distiller’s Edition 2015 Amoroso
– moc 45,8%
– destylowana w 2005, butelkowana w 2015
– finiszowana w beczkach po sherry Amoroso
– w nosie wrażenie przykrycia pieprznego charakteru Taliskera, w tle wędzarnia, słoma i słodycz ciemnych owoców
– w ustach cukier trzcinowy, morska sól, winność, cierpkość, kwiatowość róży
– finisz średnio długi

Caol Ila Distiller’s Edition 2014 Moscatel
– moc 43%
– wiek ok. 12 lat
– finiszowana w beczkach po winie Moscatel
– w nosie garbowana skóra, dym z ogniska, gruszka, sporo ziół – bazylia, koper i miodowa słodycz
– w ustach spójna z zapachem, wodnista, świeża, ale odrobinę kwaśna, brakuje przynajmniej 3% ABV aby nabrała pieprznego charakteru
– finisz w kierunku długiego, przyjemnie dymny

Lagavulin Distiller’s Edition 2015 Pedro Ximenez
– moc 43%
– destylowana w 1999, butelkowana w 2015
– finiszowana w sherry PX
– w nosie zielona, ziołowa, świeża, czuć limonkę, melona, cytrynę, a nad tym wszystkim charakterystyczne dymno – wędzone aromaty
– w ustach suszone owoce, wiśnie, śliwki, świąteczny kompot, mniej torfu niż w wersji 16 Y.O., bardzo smaczna, ale znów brakuje procentów.
– finisz długi, bogaty i mięsisty

Ogólnie wrażenia były dość spójne. Dodatkowe smaki przyćmiły w większości wypadków charakter danej whisky. Obronił się jedynie Lagavulin, który doskonale skomponował się z sherry PX, tworząc nową, ciekawą całość.

dsc_6698

Gdy zakończyliśmy część poświęconą produktom Diageo, otrzymaliśmy kieliszki ze wspomnianą wcześniej Yamazaki. Prowadzący Marcin wspominał o swoich doświadczeniach z japońską whisky i jej lecącymi w kosmos cenami. Doskonale rozumiałem jego ból, gdyż jeszcze chwilę temu wersja 12-letnia była dostępna w supermarketach w cenie około 200 złotych, a obecnie zdarza się zobaczyć cenę i 800 zł. Z kolei nasz redakcyjny Marcin kilka lat wstecz zakupił wersję Yamazaki 18 Y.O. za około 600 zł, która obecnie kosztuje ponad 2 tysiące złotych. Gdyby tylko można było cofnąć się w czasie i zrobić zakupy na zapas…
Poznaliśmy też w skrócie historię destylarni i zaciekawieniem zabraliśmy się za degustację.

dsc_6683

Yamazaki 12 Y.O.
– moc 43%
– wiek 12 lat
– leżakowana w beczkach po bourbonie i z japońskiego dębu mizunara
– w nosie śliwki, wino choya, aromaty mineralne, trochę cytrusów, aceton (!!!)
– w ustach biała herbata, znów choya, owoce tropikalne, skórka limonki
– finisz średni, owocowy

Po podliczeniu głosów zdecydowanym faworytem okazał się Lagavulin. Glenkinchie i Talisker zostały przyjęte raczej chłodno, żeby nie powiedzieć lodowato. Caol Ila znalazła fanów (np. mnie). Yamazaki w ogólnej ocenie natomiast wypadł bardzo słabo. Niestety uważam, że wspomnienie o cenie wywołało momentalnie złe nastawienie i kubeczki smakowe uczestników spotkania powiedziały VETO. Sam oceniam ją całkiem nieźle. Może nie jest to moja ulubiona japońska whisky, ale mimo wcześniejszych podejść do np. Nikki, w tym wypadku pierwszy raz czułem nuty acetonu i śliwkowego wina. Japoński dąb robi niesamowite wrażenie i nie da się go z niczym pomylić. W moim osobistym odczuciu najwyższy stopień podium powinien zająć Lagavulin, następnie Caol Ila, potem Yamazaki, Talisker i na koniec Glenkinchie.

dsc_6697

Bardzo dziękujemy organizatorom za tak profesjonalne podejście do tematu. Na pewno wrócimy jeszcze do Whisky and Wine Place. Sebastianowi i Marcinowi należą się podziękowania za cierpliwość i przekazaną w sposób jasny i klarowny wiedzę. Uczestnikom życzymy wielu kolejnych fantastycznych doznań degustacyjnych. Pozdrawiamy też naszych napotkanych podczas imprezy czytelników, w szczególności Karolinę i Bartka, którzy nazwali to, czego mój mózg nie potrafił tzn. aceton 🙂

Do zobaczenia następnym razem.

Autor:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik-Kucharuk

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *