The Ardmore Legacy – Przyjemny, jesienny dymek – Degustacja #21

(czyt. ardmor)

Do degustacji whisky Ardmore zbierałem się dość długo. Nie jestem przekonany do “tanich” single maltów. Grangestone z Biedronki zraził mnie na tyle, że wolę dwa razy się zastanowić przed kolejnym zakupem. Tak się składa, że od czasu do czasu odwiedzam sklep firmowy Stock w Lublinie, bo nie dość, że ceny są atrakcyjne, to jeszcze zawsze znajdę jakąś perełkę, na którą nikt nie dał się skusić. Głównym powodem odwiedzin jest jednak dystrybucja Laphroaig 10 Y.O. i wersji Select w cenach rzędu 130 zł za butelkę, a tego u mnie w barku zabraknąć nie może.
Na Ardmore natknąłem się jakiś czas temu, ale “lekki torfik”, jaki czuć w wersji Legacy, nie przekonał mnie wystarczająco. Komu potrzebny lekki torfik, gdy można mieć cały szpital zamknięty w butelce? Tak się jednak złożyło, że podczas ostatniej wizyty zachciało się czegoś nowego i wybór padł na 8-letniego Glen Garioch i właśnie The Ardmore Legacy.

dsc_6370

Destylarnia Ardmore powstała w rejonie Highlands w 1898 roku. Przez sto lat używana była głównie do produkcji blendów (np. Teachers). Dwa alembiki, w których rozkwitała produkcja, po latach rozmnożyły się do ośmiu, a moce przerobowe zakładu szybko ściągnęły inwestorów. W 1976 roku destylarnia przeszła pod skrzydła Allied Distillers Ltd, a w 2005 roku wykupił ją koncern Beam Suntory (właściciel Laphroaig).
Firma położyła duży nacisk na jakość. Postanowiono cofnąć się do korzeni i zarządzono powrót do beczek w typie quarter casks. Dzięki ich mniejszym rozmiarom, alkohol miał kontakt z dębiną na większej powierzchni, co sprawiało, że dojrzewał szybciej. Tę samą formułę zastosowano przy produkcji Laphroaig Quarter Cask.

Zobacz także: Laphroaig Quarter Cask – Z beczki do beczki – Degustacja #1

Podstawowym wypustem stał się The Ardmore Traditional, który zaskarbił sobie szybko względy konsumentów. Niestety polityka firmy doprowadziła do zastąpienia go omawianą właśnie wersją – Legacy. Ardmore nie jest nawet zbliżony ilością fenoli do wypustów z Islay, ale oferuje własny, niepowtarzalny styl. Po zapoznaniu się z zawartością butelki wydaje się być ciekawą propozycją dla osób, które chciałby małymi krokami przejść ze smaków lekkich, kwiatowo-owocowych do cięższych i bardziej wyrazistych. Do produkcji wersji Legacy używa się 80% słodu osuszanego torfem i 20% słodu nietorfowanego. Alkohol butelkowany jest z mocą 40%, prawdopodobnie poddano go filtracji na zimno i koloryzacji karmelem.

Co ciekawe, do Ardmore podchodziłem kilka razy i za każdym razem zarejestrowałem inne wrażenia smakowo-zapachowe. Za pierwszym razem, tuż po otwarciu butelki, wyczułem sporą dozę słodu, dębiny i dymu. Za drugim razem dym gdzieś się ulotnił i przy degustacji w ciemno wskazałbym na wypusty Glenfiddicha. Trzeci raz był najprzyjemniejszy. Warto także zostawić odrobinę whisky w kieliszku do kolejnego dnia. Zostaniemy nagrodzeni kolejnymi jej walorami.

dsc_6368

Oko:
Barwa słomkowa, wskazująca na używanie beczek po bourbonie i raczej nie first fill.

Nos:
Na początku uderza nas bimber i dym. Po chwili alkohol robi się łagodniejszy i pojawia się cały bukiet świeżych owoców (jabłka, gruszki), delikatny susz i cynamon. Zapach ciekawy. Torf wydaje się delikatnie podkreślać aromat. Stanowi raczej ramę dla palety, niż jej główny motyw.

Smak:
W ustach słodycz toffi i karmelu miesza się z wytrawnością winnych owoców. Nadal wyróżniają się wanilia i korzenne przyprawy, jak cynamon, imbir. Whisky oleista, wręcz maślana, ale bardzo przyjemna w degustacji. To chyba pierwsza whisky, po którą sięgam dla samej przyjemności picia. Jeśli chcemy się w niej doszukać głębi, na pewno ją odnajdziemy, jednak jest na tyle dobrze skomponowana, aby ucieszyć także laika, który oczekuje dobrej jakości, bez konieczności dogłębnej degustacji i wyszukiwania pojedynczych smaków.

Finisz:
Średnio długi, winny, z delikatnym dymkiem.

Podsumowanie:
Zastanawiam się teraz, czy moje podniebienie jest na tyle przyzwyczajone do torfowych aromatów, że w przypadku Ardmora są one dla mnie mało wyczuwalne, czy faktycznie jest ich mniej, niż się spodziewałem. Bardzo podoba mi się wyżej wspomniana “dymna rama”. Torfowany słód tworzy szkielet wokół którego znajdziemy wiele smaczków. Przypomina mi trochę Laphroaiga Selecta, z ciągłą metamorfozą zapachów, przy czym Select imponował mi raczej tylko tym, a Ardmore trzyma poziom także w smaku. Brakuje mi jedynie odrobiny procentów. Przy 43% mielibyśmy już większą pieprzność, która podkreśliłaby cały bukiet.

Zobacz także: Laphroaig Select – Nosem przez Islay – Degustacja #2

Za kwotę 135 zł dostajemy przyjemną whisky, stanowiącą krok ku światu dymnej przyjemności. W tej cenie znajdziemy kilka wypustów, stanowiących konkurencję dla Legacy. Ta butelka jednak doskonale umili nam jesienny wieczór. To uniwersalny dobry wybór – polecamy!

szachownica-5

Autor:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik-Kucharuk

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *