Dalmore 12 Y.O. – Polowanie na srebrnego jelenia – Degustacja #20

Dawno, dawno temu, bo w 1263 roku, królowi Szkocji – Aleksandrowi III nagle przeleciało przed oczyma życie, gdy szarżujący jeleń obrał go sobie za cel. Pewnie byłoby z nim krucho, gdyby nie Colin z Kintal, głowa klanu Mackenzie. Król zachował życie, za które odpłacił się ziemią, mottem: “Luceo Non Uro”, co miało być tłumaczone, jako “I shine, not burn” i możliwością używania przez klan łba królewskiego jelenia o dwunastu odnogach poroża (dwunastak regularny), jako herbu . Od tamtej pory aż po dziś, jeleń towarzyszy rodowi, a ku uciesze fanów whisky, także i charakterystycznej butelce The Dalmore.

dsc_6642

Sama destylarnia powstała w 1839 za sprawą Aleksandra Mathersona. 28 lat później sprzedał on swoją własność Andrew i Charlesowi Mackenzie. W ten sposób produkowany alkohol zyskał rozpoznawalnego rogacza na etykiecie. W tym czasie nie zanotowano zbyt wielkich sukcesów w działalności gorzelniczej. Podczas I Wojny Światowej na terenie destylarni rozpoczęto produkcję min głębinowych. Wybuch jednej z nich doprowadził do zniszczenia budynków zakładu, które odbudowano dopiero w 1922 roku, a następnie w 1960 roku połączono destylarnię z firmą Whyte & Mackay.

Whyte & Mackay przez lata znany był głównie z produkcji blendów, jednak dzięki ciężkiej pracy chyba najbardziej charyzmatycznego Master Blendera – Richarda Patersona, na świat whisky przyszły np. wersje NAS (No Age Statement): Cigar Malt, Black Pearl, King Alexander III, Valour i te z wiekiem określonym, jak The Dalmore 12-letnia, 15-letnia, 18-letnia i 25-letnia. Jeśli ktoś nie widział filmów z udziałem Patersona, to gorąco polecam. Widok wylewanej na podłogę whisky trochę łamie serce, ale jego metoda: “Hello. How are you? Quite well. Thank you very much.” może stać się podstawą przyszłych degustacji i ciekawym sposobem na podryw.

Facet jest niesamowity. W jednym z wywiadów opowiadał, jak ojciec zabierał go jeszcze jako młodziaka do magazynów z whisky, aby pobierał nauki u źródła, doceniał aromaty i potrafił je rozpoznawać. Kto by tak chciał? Ręka do góry!

The Dalmore 12 Y.O. jest pierwszym wypustem z tej serii, którego miałem okazję spróbować. Srebrny jeleń na froncie butelki wyzywał mnie już na pojedynek niejednokrotnie, ale trzymałem go na jakąś specjalną okazję. Ostatnio świętowane imieniny szwagra okazały się być dobrym pretekstem. Sama butelka w ładnym kartoniku kosztowała 150 złotych (promocja w Almie [RIP]), jednak zazwyczaj cena przekracza 180 zł. Wydaje się być pięknym prezentem na każdą okazję i niełatwo jest ją otworzyć. To tak, jak z nowym zeszytem. Trochę żal go bezcześcić.

dsc_6634

W tej cenie otrzymujemy whisky z regionu Highlands, moc 40% ABV, filtrację na zimno i dodatki koloryzujące. Mimo, że podobno starzona była także przy użyciu beczek po sherry (poza tymi po bourbonie), to i tak zdecydowano o podkolorowaniu produktu. Szkoda, gdyż była to pierwsza żółta kartka, która pojawiła się podczas degustacji. Niestety było ich więcej.

Oko:
Opakowanie prześliczne i budzące szacunek. Srebrny jeleń wyróżnia się na półce. Alkohol o barwie ciemnego bursztynu.

Nos:
Lekko rozczarowujący. To było nasze pierwsze wrażenie. Należy mu jednak dać chwilę. Ta whisky potrzebuje kontaktu z powietrzem i nie przesadzę, jeśli powiem, że mowa tu o przyjemniej 15 minutach, od otwarcia butelki. Jeśli dysponujecie już otwartą, nie powinno być źle.
To whisky ciepła, świąteczna, z dużą dozą suszu, rodzynek, fig, daktyli, a także miodu i jabłek w czekoladzie. Okażcie cierpliwość, a zaskoczy was także ziołowymi nutami . Zdecydowanie polecam ją fanom brandy. Przy blind tastingu powiedziałbym, że to Stock XO. Gdy w butelce zaczęło pojawiać się dno, w powietrzu unosiła się mgiełka lawendy i tych kulek na mole, które mamy wkładają do szaf z ubraniami.

Smak:
W ustach także z czasem przechodzi transformację, ale ta nie jest już tak spektakularna. To porządnie skomponowany trunek. Niezwykle łatwo pijalny. 40% jest praktycznie niewyczuwalne, a alkohol mimo swojej gęstości, wydaje się być rozwodniony. W kieliszku tworzy długie nogi, ale przy degustacji jest dość płaski i jedno wymiarowy. Na początku byliśmy lekko zawiedzeni. Po jakimś czasie doszliśmy do wniosku, że to, co było dla nas wadą, dla innych może być zaletą. Tak, jak wspomniałem wyżej – dla fanów brandy to idealny start w świecie whisky.
W smaku powraca ciemna czekolada, rodzynki, daktyle, pomarańczowa skórka i drożdżowe ciasto.

Finisz:
Pomiędzy średnim, a krótkim. Brandy z pomarańczą.

Podsumowanie:
The Dalmore 12 Y.O. to dobra whisky. Łatwa pijalność idzie w parze z delikatnym aromatem. Wydaje się być ekskluzywną ofertą dla początkujących. Na każdym zrobi wrażenie opakowanie, ale smak nieco rozczarowuje. W tej cenie znajdziemy wiele innych produktów, oferujących nie dość, że lepszą jakość (brak filtracji, kolorowania i wyższy procent), to jeszcze wyraźniejsze doznania degustacyjne. Ogólnie zawiodła nasze oczekiwania. Warto spróbować, aby móc umiejscowić na drabinie własnego gustu i może porównać z innymi wypustami destylarni, ale jej jednowymarowość pozostawia spory niedosyt.
Biorąc pod uwagę, że The Dalmore ma w swojej ofercie jedne z najdroższych whisky świata, których ceny sięgają kilkudziesięciu tysięcy dolarów, już po standardowej edycji spodziewaliśmy się więcej. Może inne wypadną lepiej.

szachownica-4

Autor:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik-Kucharuk

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *