Whisky Live Warsaw 2016 – Weekend pełny wrażeń – Wydarzenia #7

No i stało się. Jesteśmy tuż po Whisky Live Warsaw i nadal nie możemy ochłonąć. Ponad sto rożnych wypustów do spróbowania, kilka ciekawych master class do uczestniczenia, możliwość poznania legend rynku whisky, atrakcyjne ceny w sklepie festiwalowym i, co najważniejsze, okazja do spędzenia czasu w towarzystwie niesamowitych ludzi. To właśnie Whisky Live Warsaw 2016 w całej okazałości. Kogo nie było, niech żałuje.

picmonkey-collage

O naszych przygotowaniach do festiwalu możecie przeczytać tutaj: Whisky Live Warsaw – Festiwal 2016 (PRZED) – Wydarzenia #5

Nie znajdziecie tu więc pełnego opisu atrakcji, jakimi uraczono nas podczas imprezy. Nie będę także starał się opisać wszystkich stanowisk i ich ofert. Będzie to natomiast całkowicie subiektywny opis tych dwóch dni, odrobina przemyśleń i masa pozytywnych emocji skierowana do ludzi, dzięki którym te dni pozostaną długo w pamięci. Tak tak, w naszym odczuciu, o dziwo, to nie whisky była motywem przewodnim eventu, ale nowi i starzy znajomi, z którymi mogliśmy ją degustować. Gdyby nie ci wszyscy ludzie… pewnie nie byłoby takich kolejek :), ale też równie dobrze mogłoby wtedy skończyć się na jednym dniu i mega kacu (a tak był tylko malutki). Ale po kolei…

DZIEŃ PIERWSZY

 Była to trzecia edycja Whisky Live Warsaw i nie ukrywam, że szykowaliśmy się do niej od kilku miesięcy. Nasz trzyosobowy skład (Adam, Marcin i Sebastian) zadbał o najdrobniejsze szczegóły, aby móc ten wyjątkowy weekend w roku skoncentrować właśnie wokół tego wydarzenia. Zostały więc złożone wnioski o urlopy, L4 i petycje do kochających żon z prośbami o taryfy ulgowe, ze sporym wyprzedzeniem kupione dwudniowe bilety i przygotowane listy trunków, które bez względu na wszystko musiały być zdegustowane. Odrobinę zdziwiło nas, gdy dowiedzieliśmy się, że tym razem dwa dni to tak naprawdę piątkowy wieczór i sobota, ale niezrażeni twardo pokładaliśmy nadzieję w organizatorach. Osobiście próbowałem kilkakrotnie dowiedzieć się czegoś o specjalnej festiwalowej butelce, aby odpowiednio rozgrzać wcześniej portfel, ale poza krążącymi pogłoskami (które okazały się potem częściowo zgodne z prawdą), nikt nie chciał puścić pary z ust. Nawet panie ze sklepów Ballantine’s, które co jakiś czas nawiedzam, nie uległy mojemu urokowi. Pozostało więc tylko w piątkowe popołudnie zamówić Ubera i stawić się w Marriott Courtyard przy Okęciu, potem miało być już z górki.

005

004

Nie ukrywam, że ilość informacji związanych z festiwalem, jakimi bombardował nas internet przez ostatnie dni, odrobinę znużyła nasze delikatne umysły. Choć w sercach królowała tęsknota za ubiegłorocznymi atrakcjami, to w głowach pojawiło się zmęczenie tematem. Gdy więc zobaczyliśmy kolejki do wejścia i poczuliśmy żar klimatyzacji, podupadliśmy lekko na duchu. Organizatorzy zapewniali, że należy wcześniej kupić bilet, aby uniknąć oczekiwania na wejście, ale jak się okazało – było wręcz odwrotnie. Mieliśmy więc czas na ponarzekanie, marudzenie i kręcenie nosem. Osobiście obawiałem się odrobinę o planowaną na godzinę 18:00 master class: “Glenfarclas – wpływ beczki na whisky“. Okazało się jednak, że sznur uczestników w miarę sprawnie przesuwał się ku wejściu i w ciągu kilkunastu minut znaleźliśmy się w środku, a tam…

dsc_6514

Kolejka do sklepu festiwalowego. Na początku chciałem potwierdzić plotki o festiwalowej edycji Teelinga i udało mi się to po kilkunastu minutach. Choć bardzo cenię obsługę sklepów Ballantine’s, to niestety ten aspekt festiwalu odrobinę zawiódł. A to nie działała płatność kartą, a to nikt nie wiedział, co ile kosztuje. Najbardziej zdziwił mnie fakt, że obsługa, którą poprosiłem o informację na temat festiwalowego wypustu, najpierw musiała sprawdzić go w swoich archiwach, a cenę poznałem dopiero dzień później, bo pani, którą o nią spytałem, zniknęła bezpowrotnie. Ze względu na to, że większość wystawców oferowała swoje produkty właśnie w tym sklepie, to zrozumiałe, że obsługa miała problemy z informowaniem o nowych towarach. Gdy widziałem, jak po każdym pytaniu o cenę, pani musi przerzucić kilkadziesiąt stron A4 w poszukiwaniu tego konkretnego wypustu, a potem obliczyć zniżkę w wysokości 23%, to współczułem jej całym sercem. Podobno Marriott nie był w stanie udostępnić miejsca wcześniej, a problemy z systemami tylko dobiły leżącego. Z drugiej strony wszystko to można było przewidzieć już po poprzedniej edycji festiwalu.

060

dsc_6527

Zakupów w sklepie dokonałem dnia następnego i choć musiałem znów swoje wystać, to tym razem poszło sprawniej. W tym miejscu należy też wspomnieć o jeszcze jednej istotnej rzeczy. Jak wspomniałem wyżej, ceny butelek w sklepie obniżone zostały o 23%. Mój festiwalowy Teeling (13-letni, leżakowany w beczkach po maderze, butelkowany z mocą 57,6%) kosztował około 230 zł. Ponieważ miałem okazję go próbować i oceniać ramię w ramię z nikim innym, jak Ingvarem Ronde (tak, trochę się chyba wtedy posikałem), to uważam, że oferta była doskonała. Kto nie kupił, ten trąba. Kilka dni po festiwalu będzie on do nabycia w sklepach Ballantine’s w promocyjnej cenie i gorąco zachęcam do wcześniejszych świątecznych zakupów. Ta edycja osłodziła mi odrobinę ostatnie godziny piątkowego wieczoru.

Zobacz też : Teeling Madeira Single Cask (WLW 2016 edition) – Karaiby na wyciągnięcie kieliszka – Degustacja #19

14741713_957277687717164_1920102152_n

Wreszcie trafiliśmy na pierwsze piętro, gdzie znajdowały się główne stoiska festiwalowe. W myślach zakotwiczyliśmy na mapie butelki Kavalana, Bunnahbahaina, Compass Box, Douglas Laing, Ardbega, Amruta i oczywiście Best Whisky Market, które uratowało ostatni festiwal w Jastrzębiej Górze. Gdy ja udałem się na spotkanie z Georgem Grantem, moi kompani walczyli już z Dalekim Wschodem, przepijając whisky rumem. Należą się im także podziękowania, gdyż o godzinie 19:00 Ingvar Ronde i Dominic Roscrow podpisywali swoje książki, a ja przytaszczyłem na tę okazję mój egzemplarz “1001 Whisky, których warto spróbować“. Chłopaki zdobyli ich autografy, a ja w tym czasie poznawałem tajemnice 15-letniego Glenfarclasa w czterech wydaniach, różniących się rodzajem beczki, w jakich leżakowały. Sama degustacja zostanie oddzielnie opisana. Była na tyle ciekawa, że obelgą byłoby wciśniecie jej ot tak, pomiędzy akapity festiwalowej recenzji. Należy jednak zaznaczyć, że George Grant okazał się przemiłym prelegentem. Powiedział swoje, rzucił kilka anegdot, odpowiedział na pytania (i to z pełną powagą, co szczerze podziwiam, biorąc pod uwagę poziom niektórych z nich) i zniknął, zostawiając nas na pół godziny przed czasem z pełnymi setami kieliszków, dla przynajmniej 10 osób, które nie wzięły udziału w degustacji. Powiem tylko, że bardzo szybko opustoszały. Reszta sza 🙂

dsc_6589

(Ingvar Ronde)

14712973_321419404899600_1899977559309782604_o

(Dominic Roskrow)

dsc_6545

(George Grant)

dsc_6574

(Jarosław Buss)

Cztery destylaty Glenfarclasa o mocy 57% wprawiły mnie w miły nastrój. Z chęcią ruszyłem więc na podbój festiwalowych stoisk i nagle okazało się, że mogę o tym tylko pomarzyć. Tłumy, jakie wzięły we władanie stoiska, utrudniały nie tyle przejście, co wręcz oddychanie. Miałem wrażenie, że moje przedfestiwalowe obawy stuprocentowo się spełniały. Impreza okazała się doskonałym “beforem”, a uczestnicy nie tyle koneserami whisky, ile wielbicielami procentów. Po jakimś czasie zmęczenie wygrało. Daliśmy za wygraną i postanowiliśmy wypełnić puste żołądki doskonałymi burgerami u Burger Mamy.

017

DZIEŃ DRUGI

Dzień drugi przywitał nas bólem głowy. Kto wpadł na genialny pomysł popicia piwa Double Ipa Ardbegiem? Ręka do góry panowie! Ibuprofen jednak zdziałał cuda i o 12:00 znów staliśmy zwarci i gotowi przed hotelem. Nie ukrywam, nie mieliśmy już tyle energii, co poprzedniego dnia. Wspomnienie tłumów i szalejącej klimatyzacji odbierało apetyty. I podczas gdy z góry zaplanowaliśmy skromną degustację i zawinięcie się na obiad po mniej więcej godzinie, nagle okazało się, że jest 17:00, a my bawimy się doskonale. To był zwrot o 180 stopni w stosunku do dnia poprzedniego. W ciągu kilkunastu minut od przyjścia świat whisky wciągnął nas bez reszty i przypomnieliśmy sobie, za co go kochamy.

dsc_6611

dsc_6620

Po pierwsze, organizatorzy pokazali klasę. Stoiska zostały odrobinę przesunięte, a procedury obsługi w sklepie dopracowane. Spokojnie kupiliśmy kupony, dzięki którym mogliśmy zapoznać się z wypustami z wyższej półki. Po drugie, tłumy chyba leczyły się z kaca, bo większość ludzi dotarła dopiero po obiedzie. Dzięki temu mogliśmy w spokoju popróbować, czego dusza zapragnęła. Po trzecie, gdy ludzkie masy się przerzedziły, wreszcie można było rozpoznać znajome twarze. Serdeczne pozdrowienia przesyłamy w tym miejscu Agnieszce i Andrzejowi z e-whisky.pl, Łukaszowi z blog.czajkus.com, Bow-Tie, Łukaszowi z Luk Loves Whisky, Krzysztofowi (z podziękowaniami za zaciągnięcie na stoisko Adelphi) i Łukaszowi (z podziękowaniami za wsparcie podczas master classy) oraz paniom Lucy z Adeplhi, Ewie ze Stilnovisti i panom Igvarowi Ronde, Dominikowi Roscrow, Jarkowi Buss i George Grant, a także wszystkim nowym znajomym, jakich mieliśmy okazję poznać.

NASZYMI FAWORYTAMI PODCZAS FESTIWALU BYLI:

Adelphi – ADELHPI STOISKIEM FESTIWALU. Najlepsze, najciekawsze, z najlepszą ofertą i obsługą. Zupełnie się tego nie spodziewaliśmy i choć tego nie planowałem, na koniec dnia szkło festiwalowe napełnione ulubionymi trunkami przyjemnie stukało w plecaku, a ja mam w domciu całą festiwalową ofertę firmy. Wielkie podziękowania należą się Lucy. Ciągle uśmiechnięta, cierpliwa i przede wszystkim sympatyczna, wspomogła nas przy wyborze i zachęciła do dalszej degustacji. Niestety, butelki Adelphi nie są wystarczająco czytelnie oznaczone. Mimo, że stały przed naszymi nosami, pewnie byśmy przeoczyli, że w cenie biletu oferowano na przykład: Bunnahabhain 21 Y.O. 46%, Clynelish19 Y.O. 53,4%, a także mojego faworyta Caol Ila 13 Y.O. z mocą 58,9%. Była to zdecydowanie najlepsza oferta całego festiwalu, biorąc pod uwagę stosunek ceny do jakości, a także, jak dla nas, zupełna nowość. Z przykrością informujemy, że na naszym rynku Adelphi jeszcze się nie zadomowiła, ale mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Warto także odwiedzić stronę ich destylarni, gdzie także prywatna osoba jest w stanie nabyć beczkę wybranego trunku, co w obecnych czasach należy do przywilejów raczej dużych firm.

dsc_6554

dsc_6559

dsc_6553

Compass Box – gdzie w cenie biletu można było spróbować praktycznie całości asortymentu firmy (nawet jeśli nie do końca oficjalnie), a więc Asyla, Oak Cross, Hedonism, Great King Street, Peat Monster, Spice Tree, The Circus, Flaming Heart. Prowadząca stoisko – przesympatyczna osoba. Potrafiła odpowiedzieć na większość pytań ciekawskiego tłumu. Sprzedała kilka anegdot i zachęciła do dalszego obcowania z doskonałą jakością Compass Box.

dsc_6537

020

Douglas Laing – z obsługą stoiska najbardziej skumplował się Sebstian, który nie wyszedł póki nie zrobiliśmy mu ładnego zdjęcia na pamiątkę. Tutaj można było spróbować między innymi wypustów: Epicurean, Timorous Beastie, Scallywag, Big Peat i Rock Oyster (ostatni stał się faworytem). Nasze poprzednie doświadczenia z serią znajdziecie tutaj – Douglas Laing & CO – Przegląd szkockiej whisky – Wydarzenia #1.

067

066

dsc_6577

Ardbeg – choć może nie było niespodzianek i odrobinę wiało nudą, to to przecież nasz ukochany Ardbeg, a gdy w cenie biletu jest 10-latka, Uigaedail i Corryvreckan, to pozostaje tylko się cieszyć, bo na niektórych stoiskach nawet podstawowe wypusty były płatne (BUUUU DIAGEO).

dsc_6623

Amrut – znany nam z prowadzenia degustacji indyjskiej whisky w Bar and Books w Warszawie – Pramod S. Kashyap opiekował się tym stoiskiem, oferując w cenie biletu Amrut Single Malt i Amrut Fusion. Szczególnie ten ostatni zrobił na nas ponownie duże wrażenie. Można było także spróbować bardzo ciekawego Amrut Spectrum, jednak za dodatkową opłatą.

070

Dictator – choć sam rum nie przypadł nam jakoś wybitnie do gustu, to na połowie zdjęć zrobionych przez Marcina znalazły się hostessy z tego stoiska. W pięknym otoczeniu wszystko smakuje odrobinę lepiej 😉 . 

016

Teeling – to tutaj miałem okazję wspólnie z Ingvarem Ronde degustować wersję festiwalową Teelinga i będzie to jedno z moich ulubionych wspomnień z imprezy.

099

Kavalan – choć w ofercie zabrakło mojego ukochanego Kavalan Solist Vinho Barrique, to mieliśmy okazję zapoznać się z podstawowymi edycjami: Kavalan Single Malt, Kavalan Concertmaster Single Malt Port Finish i Kavalan Kind Car Conductor, a także z niesamowicie ciemną wersją Solist Sherry Cask. Szczególnie ostatnia rzuciła na kolana.

027

061

dsc_6585

NAGRODY DLA NAJWIĘKSZYCH ROZCZAROWAŃ FESTIWALU TRAFIAJĄ DO:

Jim Beam – serio? Płatny Lahroaig 10 Y.O.? Wolę wrócić na każde z wyżej wymienionych stoisk.

Diageo – darmowy Singleton nie zrekompensuje mi płatności za Clynelish 14 Y.O., Talisker 10 Y.O., czy Oban 14 Y.O..

dsc_6566

Whisky Rush – choć wybór na stoisku był olbrzymi, to opłaty szły z tym w parze. Tak, jak w Jastrzębiej Górze wypusty Rage Whisky były dostępne dla wszystkich i można było delektować się np. doskonałym smakiem Peatside, tak w Warszawie bardzo limitowana oferta whisky w cenie biletu rozczarowała. Ciekawostką był też fakt, że możliwość kupna butelki Rage Whisky uzależniona była od wcześniejszego nabycia kuponów w festiwalowym sklepie. Czyli w praktyce należało znów stanąć w kilometrowej kolejce, aby powrócić do domu z zaledwie 0,5 l butelką whisky. Prowadzący stoisko wykazywał się także wysokiej klasy dowcipem. Gdy spytaliśmy o to, czemu zapadła decyzja o butelkowaniu Rage Whisky w objetości 0,5 l, otrzymaliśmy odpowiedź: “a czemu nie?”. Nasyciliśmy się więc zdobytą wiedzą i pożegnaliśmy ze stoiskiem.

dsc_6535

No i największy zawód Sebastiana. W zeszłym roku Bunnahabhain 18 Y.O. był w cenie biletu, a teraz trzeba było zapłacić i to wcale nie symboliczną kwotę. Stoisko nie oferowało też wersji 25-letniej, na którą ostrzył sobie zęby nasz bidulek.

079

Duże podziękowania należą się ponownie organizatorom Whisky Live Warsaw ze względu na fakt udostępniania odwiedzającym butelkowanej i nalewanej do wszechobecnych dzbanów wody. Tego bardzo brakowało w Jastrzębiej Górze, a powinno stać się złotym standardem festiwalowym.
Ostatnie dni potwierdziły także, że zainteresowanie festiwalem jest na tyle duże, że dobrze by było pomyśleć nad nowym miejscem jego organizacji. Marriott nie jest w stanie zapewnić odpowiednich warunków i wystarczającej powierzchni, aby w spokoju móc cieszyć się samą imprezą.

Podsumowując, Whisky Live Warsaw 2016 uważamy za bardzo udane wydarzenie. Choć piątek nie nastroił nas zbyt pozytywnie, sobota zrekompensowała to z nawiązką. Dziękujemy organizatorom za ogrom włożonej w to przedsięwzięcie pracy, a panu Jarkowi Bussowi za wybór tak ciekawego wypustu sygnującego tegoroczny festiwal. Pozostaje tylko pytanie, czemu do kolejnej edycji zostało jeszcze tak dużo czasu?

018

072

073

095

081

054

dsc_6625

dsc_6551

Autor:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik – Kucharuk

Zdjęcia:
Adam Kucharuk
Marcin Wójcik

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *