Kilchoman Machir Bay – Raczkowanie w Kilchomanie – Degustacja #16

0011

(czyt. kilhoman)

Gdy czytam o destylarniach i ich historii, staram się sobie wyobrazić, jak narodził się ten wielki, ponad stuletni biznes. Jak to możliwe, że jedna osoba wpada na jakiś pomysł i zaraża tą ideą większą grupę, dzięki czemu już po chwili w alembikach skrapla się alkohol, a po trzech latach mamy pierwszy wypust z pełnią praw do korzystania z nazwy “whisky”. To na tyle odległe czasy, zarówno wiekowo, jak i kulturowo, że często zwyczajne wydarzenia obrastają legendą. To na tych małych, subtelnych elementach własnych historii destylarnie budują swoją markę, wyróżniając się wśród pozostałych. Dziś trudno jest już odseparować mit od prawdy i nie poddać się magii tych opowiastek, jednak ostatecznie liczy się przecież to, co w kieliszku.

Tym większą przyjemnością jest dla mnie śledzenie poczynań młodych destylarni, a taką właśnie jest Kilchoman. Destylarnia powstała na Islay, pod kierownictwem Anthonego Willsa, niegdyś specjalisty od wina, który po czterech latach zbierania funduszy i pozyskiwania inwestorów mógł wreszcie w 2005 roku zrealizować swoje marzenie. Niedługo potem w niewielkim magazynie pojawiły się napełnione destylatem beczki i po trzech latach otrzymaliśmy pierwsze wypusty. To przykład połączenia ciężkiej pracy, znajomości rynku, dobrej strategii biznesowej i pasji.

dsc_58271

Anthony Wills w wielu wywiadach wspomina o wadze, jaka przykładana jest do jakości ich produktów. Wybierane są tylko odpowiednie dębowe beczki po bourbonie i sherry (do innych odnóg produkcji zakupiono także beczki po maderze i porto). Alkohol nie jest poddawany filtracji na zimno. Nie znajdziemy tu też śladu karmelu. Ze względu na młody wiek destylarni, mamy możliwość weryfikacji jakości jedynie młodych wypustów, a firma stale butelkuje małe ilości swoich wyrobów. Dzięki temu, zależnie od edycji, poszczególne wersje różnią się między sobą delikatnie, o czym mogliśmy się przekonać przy ostatniej degustacji Kilchoman Machir Bay. Do jej produkcji używane są destylaty trzy-, cztero-  i pięcioletnie. Biorąc pod uwagę to, że ledwo przekraczają wiek uprawniający do nazywania się whisky, te maluszki powinny jeszcze raczkować i absolutnie nie móc stawać ramię w ramię z sąsiadującymi wypustami z Islay, ale jak mieliśmy okazję się przekonać, w młodości tkwi siła, a stereotypy są po to, aby je łamać. W chwili obecnej w ofercie firmy znajduje się jeszcze kilka butelek np. Kilchoman Islay 100% edition (wyprodukowany wyłącznie ze składników pochodzących z rodzimej wyspy), Kilchoman Loch Gorm Sherry Cask (pięciolatka finiszowana w beczkach po sherry) i Kilchoman Sanaig (czterolatka, do maturacji której użyto beczek w połowie po bourbonie i w połowie po sherry oloroso). Z roku na rok oferta destylarni rozrasta się.

Co ciekawe, Kilchoman produkuje przez rok tyle destylatu, ile Caol Ila przez tydzień. Wspomniana Machir Bay rozlewana jest co roku. Jej koszt to około 200 zł, co jak na trzylatkę wydaje się wysoką ceną. Firma jednak doszła do wniosku, że sposób produkcji i maturacji na tyle wzbogacił destylat, że jest on dojrzalszy od rówieśników konkurencji, a przez to więcej wart. Po kilku kieliszkach oficjalnie się z tym zgadzamy.

dsc_58361

Oko:
Butelka charakterystyczna, ciężka i masywna. Lubimy takie wydania. Alkohol jasny, słomkowy.

Zapach:
Dymny, torfowy, mało medyczny. Znajdziemy tu masę owocowych przetworów, od cytrusowej marmolady, po dżem z gruszek i jabłek. Wyraźnie wyczuwalna wanilia i trawa cytrynowa.

Smak:
W smaku delikatna, ale ciekawa. 46% ABV lekko ścina język, ale nie przeszkadza to w kontemplacji kremowo-maślanego destylatu. W smaku wyczuwalna ciemna czekolada, dym torfowy, wanilia i dębina. Kilchoman Machir Bay to whisky młoda, z czym w parze idzie ogrobina agresji. W moim odczuciu to tylko zaostrza apetyt na więcej. Na koniec uwydatniają się nuty białego pieprzu i anyżu.

Finisz:
Średni, przyjemny i lekko słonawy.

Podsumowanie:
Moim skromnym zdaniem jest to whisky godna polecenia zarówno osobom początkującym, jak i bardziej zaawansowanym. Nie zagubimy się może w wielowymiarowości smaku i jego głębi, ale nie po to zabutelkowano ten destylat. To młodziak, któremu trzeba dać się wyszaleć, a solidnie się odwdzięczy. Destylarnia nie jest nastawiona na ilość, a każdy wypust został solidnie przemyślany. Jestem niezmiernie ciekaw, co będzie w stanie zaprezentować w edycji dziesięcioletniej.

 szachownica-5
Autor:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik-Kucharuk

Zobacz także:

Moja Islay 2016 – Destylarnie: Kilchoman, Bruchladdich, Bowmore – wycieczka do Szkocji odc. 5

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *