Glenfiddich 18 Y.O. – Doświadczona 18-stka – Degustacja #12

(czyt. glenfidih)

I like my whisky old and my women young” – Errol Flyn.

Każdy, nawet osoba stawiająca pierwsze kroki w świecie luksusowych alkoholi, wie, że wiek ma znaczenie i niesie za sobą spore różnice cenowe. To prawda, że whisky z wiekiem nabiera siły, gromadzi i rozbudowuje swoje aromaty, a traci na dostępności i przyjazności dla portfela. Edycje naprawdę leciwe osiągają ceny rzędu kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Jaka jest granica wieku, po przekroczeniu której cena szybuje w górę razem z siłą i bogactwem doznań? Tą granicą jest właśnie 18 lat.

Gdy się nad tym zastanowimy, to aby taki złoty płyn znalazł się w naszych kieliszkach, musi spędzić w dębowych beczkach przynajmniej 6570 dni. Sama produkcja destylatu pociąga za sobą koszty, które, w zależności od metody, mogą być odrobinę większe lub mniejsze. Czy jednak zastanawialiście się, ile musi kosztować wynajęcie lub nawet korzystanie z własnego magazynu, w którym producent składuje tysiące beczek przez -naście, czy -dziesiąt lat? Za niebotyczne ceny naszej whisky odpowiada więc z jednej strony kosztowny proces produkcji i leżakowania, z drugiej, szczególnie przy limitowanych wersjach, płacimy za ilość butelek jeszcze nieotwartych. Każda edycja zyskuje na cenie w momencie otwarcia kolejnej należącej do niej butelki. Decydując się na uszczuplenie światowych zasobów danego rocznika whisky sprawiamy, że reszta staje się jeszcze cenniejsza. Co z tego wynika?

DSC_5981

Przede wszystkim, gdy próbujecie starszego destylatu, musicie pamiętać o jednym. NIGDY NIE NISZCZCIE GO COLĄ !!!. Przyjmijcie go takim, jaki jest i wznieście kieliszek z nabożeństwem. Ktoś bardzo się napracował, abyście mogli go skosztować. Dziś my z takim szacunkiem podchodzimy do Glenfiddicha 18 Y.O.

Jak w przypadku degustacji Glenfiddicha 12 Y.O. i Glenfiddicha 15 Y.O., korzystamy z Glenfiddich Explorers Collection, składającego się z trzech buteleczek po 200 ml (12-, 15- i 18-letnich destylatów) i kieliszka degustacyjnego. Sama butelka 0,7 l próbowanej przez nas wersji kosztuje (pewnie za sprawą dużego popytu i dostępności destylatu) około 280 zł, co biorąc pod uwagę wiek, nie wydaje się być wygórowaną ceną. Finansowe schody zaczynają się przy wyższych wypustach.

Nasza osiemnastka oznakowana jest dopiskiem “Merried in small batches”. Oznacza to, że w zależności od batcha (nastawu) z jakiego pochodzi whisky, może ona się delikatnie różnić. W naszej edycji nie otrzymamy informacji dot. numeru batcha, ale przy większych pojemnościach numer powinien być podany na etykiecie. Doskonałym przykładem tak oznaczonych butelek są wypusty destylarni Aberlour – Aberlour A’Bunadh, których numery sięgają już do 56 batcha i co roku pojawiają się przynajmniej trzy nowe. Niby ta sama whisky, ale koneser jest w stanie wyłapać subtelne różnice.
Glenfiddich 18 Y.O. to mieszanka destylatów, które ucięły sobie drzemkę w beczkach po bourbonie i sherry Oloroso. Nadal niestety mamy tylko 40% ABV, nadal stosowana jest filtracja na zimno i nadal dodawany jest karmel. Co więc się zmieniło?

DSC_5978

Oko:
W kieliszku pływa złoty alkohol, odrobinę ciemniejszy od 15-letniego.

Nos:
Spora doza świątecznych aromatów. Najpierw domowe ciasto, sporo suszu, śliwki, jabłka, daktyle, imbir, goździki, cynamon, a to wszystko połączone wanilią i karmelem. Po chwili pojawiają się akcenty kwiatowe, dębowe i słodycz gryczanego miodu.

Smak:
Na języku bardzo gładko, choć pikantnie. Świeżość 12-latki nie zniknęła, ale dojrzała i stała się bardziej agresywna. Zdecydowanie domaga się szacunku, kąsając kubeczki smakowe. Whisky lekko pieprzna, bardzo dębowa i zaskakująco owocowa. Mimo, że aromaty przypominają susz, to w smaku owoce nadal są soczyste, jakby przed chwilą zerwane. Słodko-kwaśne jabłka i gruszki walczą o dominację, a wszystko to skąpane w miodowym syropie.
18 lat pozwoliło alkoholowi dojrzeć i rozbudować paletę. Jest nad czym się pochylić i czym się delektować w gronie przyjaciół.

Finisz:
Długi, kwaśny i cierpki.

Podsumowanie:
Każdy z opisywanych przez nas Glenfiddichów niezaprzeczalnie różni się od pozostałych. Każdy też wydaje się być skomponowanym pod inne podniebienie, choć wyczuwalny jest wspólny rdzeń. Nam osobiście najbardziej przypadły do gustu wersje 18 Y.O. i 12Y.O..
Uważamy, że degustowana właśnie osiemnastka to porządna whisky, która stanowi kolejny, ważny krok w poznaniu smaku Speyside. Jej cena, choć już wysoka, wydaje się być odpowiednią, przemawia za nią jakość. Brakuje mi nadal tych dodatkowych 3% ABV i zupełnie nie rozumiem potrzeby kolorowania takiego wydania whisky. Beczki po sherry powinny w wystarczającym stopniu zaciemnić destylat. Zamiast jednak marudzić, pochylimy się z chęcią nad kolejnym kieliszkiem.

Zobacz także:
Glenfiddich 12 Y.O. – Zielona Gruszeczka – Degustacja #10
Glenfiddich 15 Y.O. – Czym, cholera, jest Solera? – Degustacja #11

Autorzy:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik – Kucharuk

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *