Glenfiddich 12 Y.O. – Zielona Gruszeczka – Degustacja #10

(czyt. glenfidih)

O rodzinie Grantów – właścicielach destylarni Glenfiddich, pisaliśmy przy okazji degustacji blendów Grantsa – tutaj. Nie chciałbym się więc rozpisywać na temat historii destylarni, alembikach itd. Do Glenfiddicha 12-letniego chciałem podejść bardziej osobiście, gdyż jest on mi dość bliski. Dlaczego zapytacie? Cieszy mnie wasza ciekawość 😉 . Glenfiddich to moja pierwsza świadomie otwarta i zdegustowana whisky. Dokładnie tak. Po prawie dwóch latach sięgam po niego ponowie, z jednej strony mając na celu przygotowanie solidnej noty degustacyjnej, a z drugiej – ze swego rodzaju sentymentalną wycieczką w przeszłość. Jeszcze nie ziewacie?

Choć destylarnia została założona w roku 1886 roku, to alkohol pierwszy raz został wydestylowany rok później, a dokładnie w wigilię 1887 roku. Przypadek chciał, że pragnąć ułatwić sobie zapoznanie z całą rodziną małżonki, postanowiłem zabrać ze sobą tę zieloną, trójkątną butelkę właśnie na pierwszą wigilię spędzaną poza domem . Byłem wtedy na tyle zdenerwowany, że trudno jest mi powrócić do smaku tamtego alkoholu, jednak pozostaje faktem, że Glenfiddich 12 Y.O stał się pierwszym krokiem do świata złotej królowej i zawsze budzi świąteczne skojarzenia.

Glenfiddich w wersji 12 Y.O. to podstawowa propozycja z destylarni Glenfiddich, znajdującej się w rejonie Speyside, w miasteczku Dufftown. Możecie kojarzyć ten rejon z etykiety bardzo popularnego u nas Singletona 12 Y.O. ze względu na wzmiankę “of Dufftown” przy nazwie whisky, często można z resztą spotkać te butelki obok siebie na wystawce w Lidlu w tożsamej cenie, wynoszącej 119 zł.
40% ABV może nie powala, ale nie spodziewałbym się więcej po jednej z najpopularniejszych single malt na świecie. Glenfiddich to marka, po którą sięgają tak amatorzy, jak i zaprawieni w bojach degustatorzy. To whisky do “użytku codziennego” – jak pisze Dominic Roskrow w swojej “1001 Whisky, Których Warto Spróbować”. Ponieważ był to pierwszy single malt rodziny Grantsów, darzymy go szacunkiem, podobnie jak miliony fanów odwiedzających co roku destylarnię.

Po powrocie z Islay zatęskniliśmy za klasycznymi smakami dorzecza Spey i postanowiliśmy ponownie przyjrzeć się wypustom z Dufftown, czego efektem są degustacje wersji 12, 15 i 18-letniej. Aby jednak nie zbankrutować, sięgnęliśmy po zestaw Glenfiddich Explorer Collection (cena to ok. 260 zł), zawierający trzy trójkątne buteleczki po 200ml, wraz z ładnym kieliszkiem degustacyjnym. Zestawy takie często pojawiają się w sieci sklepów Macro i w Domu Whisky. Należy zwrócić uwagę, że różnią się one nie tylko wiekiem, ale też sposobem przygotowania, używanymi beczkami i wielkością produkcji, nie jest to więc czyste porównanie roczników. Pozwala ono jednak na zetknięcie się z DNA destylatu i wyjątkowym charakterem destylarni.

DSC_5952

 

Enough of talking. Let’s get back to bussines !!!

Oko:
Kolor słomkowy, choć częściowo za sprawą karmelu. Niestety.

Nos:
Bardzo delikatny alkohol, którego zapach momentalnie umyka przed atakiem z zielonego sadu. Twarda, dojrzała gruszka to dominujący aromat wydobywający się z kieliszka. Obok niej znajdziemy sporo kwiatów, wanilii, agrestu, świeżo skoszonej łąki, herbaty i na koniec odrobinę winnej wytrawności.

Smak:
Smak podąża za zapachem, ale więcej w nim kwasku. To destylat świeży i rześki. 12 lat nie wystarczyło, aby odebrać mu dziki charakter, ale jednocześnie kompozycja jest okrągła i bez dysonansów. Beczki po sherry dają kwiatowo-owocową słodycz. Beczki po bourbonie obezwładniają język nutami wanilii. Sam alkohol lekko oleisty. Wody nie dolewałbym w żadnym wypadku, ale na słoneczny dzień byłby to ciekawy dram z kostką lodu.

Finisz:
Spodziewałem się błyskawicznego “do widzenia”, ale smak pozostaje w ustach dość długo. Nie paraliżuje podniebienia, jak starsze edycje, ale przyjemnie o sobie przypomina.

Podsumowanie:
Sentymenty na bok, ale muszę przyznać, że to całkiem dobry single malt. W cenie 119 zł za 0,7l otrzymujemy ładne, rozpoznawalne opakowanie, fikuśną butelkę i alkohol trafiający w niemal każdy gust. Minusem jest filtracja na zimno i dodatki kolorystyczne, ale nieugięcie się producenta przed modą na edycje bez podania wieku – NAS – jest godne pochwały.
Firma rodziny Grantów wydaje rocznie miliony na marketing i jest on skuteczny. Ich butelki znajdziemy wszędzie na świecie, a rozpiętość cenowa portfolio jest spora. Ostatnio właściciel Domu Whisky – Andrzej Kubiś stał się pierwszym w Polsce posiadaczem edycji 50 letniej. Jej cena to obecnie 135 000 złotych. Każdemu prezesowi spółki Skarbu Państwa gorąco polecamy przy wypłacie odprawy. Każdemu nie-prezesowi polecamy przyzwoite edycje nastoletnie.

szachownica 4

Autorzy:
Adam Kucharuk
Marika Wójcik – Kucharuk

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *